Formacja Słowem 07.06.2020


Jaką trzeba mieć wiarę w człowieka, żeby dać im swojego Syna i przypuszczając/wiedząc co z Nim zrobią ludzie? Jeśli Bóg odważył się na taki krok, to tylko dlatego, że jesteś dla Niego tak cenny, jak Jego własny Syn. „Tak bowiem Bóg umiłował świat (=ciebie), że Syna swojego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, lecz otrzymał życie wieczne”.

☑️ ŻYCIE WIECZNE TAK CENNE?

Nikt o zdrowych zmysłach nie jest w stanie poświęcić własnego syna i patrzeć jak cierpi jak umiera. Jedynym sensownym wytłumaczeniem jest to, że ojciec kocha kogoś co najmniej tak samo jak swojego syna, a syn sam się na to zgadza.

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak cenny jesteś dla Boga i o co toczy się walka? O twoje życie wieczne! Jeśli Bóg Ojciec oddał w ludzkie ręce swój największy skarb - własnego ukochanego Syna, powinniśmy dzisiaj zrozumieć powagę konsekwencji grzechu, jaką jest nasza własna śmierć w bólu, męczarniach i to na wieki. Serce Boga nie może znieść tego, jak jego ukochane dzieci giną na wieki, dlatego poruszony miłością posyła Swojego Syna na świat, aby temu zapobiec.

☑️ TRZY WYDANIA

Rozważając tę Ewangelię i męczeńską śmierć Jezusa istnieje zawsze ryzyko, że coś tu źle zrozumiemy i zaczniemy myśleć o Ojcu jako o kimś, kto potrzebował śmierci swojego syna, czy nawet ma przyjemność w patrzeniu, jak Syn cierpi.

Absolutnie nie jest to prawda! Już święty Augustyn rozważał trzy znaczenia słowa „dał/wydał”, w odniesieniu do Ojca, do Syna i Do Judasza. „Czym jednak się różnią między sobą wydanie Syna przez Ojca, wydanie siebie Syna i wydanie Mistrza przez ucznia Judasza? Tym, że Ojciec i Tym uczynili to z miłości, a Judasz przez zdradę”. Nie można tego mieszać! Ojciec z miłości oddaje Syna jako dar dla ludzkości. Syn składa siebie całego jako dar dla Ojca i wszystkich ludzi. A ludzkość wykonuje krwawą egzekucję na Synu. Każdy daje Syna, ale z innych pobudek. To nie jest wina Boga, że Jego Syn cierpiał i umarł. To my sami skazujemy Go na śmierć każdym naszym grzechem.

☑️ DRAMAT MIŁOŚCI, KTÓRY TRWA

Ewangelia z dziś wydarza się podczas każdej Eucharystii. Ojciec daje swojego Syna w nasze ręce. Jak bardzo nam ufa… Syn zamieszkuje w świątyni naszego serca, dopóki przez grzech Go tam nie zabijemy. Szalona miłość Boga pewnie myśli sobie - może tym razem Go uszanuje? Może nie zabije Go, jak robił to już tyle razy… I pewnie do końca naszego życia Bóg w nas będzie wierzył, że przyjdzie taki dzień, gdy Syn tak przekształci nasze serce, że nie znajdzie tam umyślnego grzechu a jedynie naszą ludzką nędzę.

Jest to naprawdę możliwe! Teraz, gdy wracamy już do naszych kościołów, aby w „normalny” sposób karmić się Eucharystią wykorzystajmy moc, jaka w Niej drzemie. Jest to MOC przemiany naszego życia w życie nadprzyrodzone. Pisze o tym św. Faustyna: "
Nie ma nędzy, aby Cię wyczerpała. Wezwałeś wszystkich do tej krynicy miłości, do tego źródła Bożego zmiłowania. Tu jest przybytek Twego miłosierdzia, tu LEKARSTWO NA NASZE NIEMOCE; do Ciebie, żywy zdroju miłosierdzia, ciągną wszystkie dusze: jedne – jak jelenie Twej miłości spragnione, inne – by obmyć grzechów ranę; inne – by zaczerpnąć siły, życiem zmęczone”(Dz.1747). Zacznij więc najpierw od przypilnowania coniedzielnej Mszy św., a doświadczysz, że ten sakrament jest naprawdę lekarstwem na grzech, spotkaniem z Miłością, która zmienia serce i mocą w słabości +